wtorek, 21 stycznia 2020

Podsumowanie roku 2019 - 10 rzeczy, które zrozumiałam / których się nauczyłam

Scrollując instagrama, przeglądając wiele Waszych postów, zastanawiałam się, czy w tym roku również pisać podsumowanie roku. Osobiście, lubię tego typu posty - bardzo pomagają mi odnaleźć się w danym momencie w życiu. Stwierdziłam, że wypisywanie książek, filmów, seriali, opisywanie tegorocznego eurotripa i innych rzeczy, które zrobiłam, nie ma sensu i nie wnosi to zbyt wiele do mojego życia. Wpadłam za to na inny, pomysł, który wydaje mi się być bardziej interesujący. Spisałam wszystko to, co zrozumiałam i czego nauczyłam się w roku 2019. Wyszło równo 10.
No to zaczynamy!
___________
moje pozostałe podsumowania:
[podsumowanie roku 2017]
[podsumowanie roku 2018]


1. Przebywania wśród trudnych / toksycznych ludzi. 
Trudnych ludzi nie da się uniknąć. Pojawiają się w naszym życiu co krok i niestety czasem trzeba z nimi zamienić słowo, dokonać jakiejś transakcji np. niemiła pani na kasie w biedrze czy w zusie, a czasem nawet pracować w jednym pomieszczeniu przez 8h dziennie. Albo być w grupie na studiach i robić razem trudne rzeczy, jak sprawozdania z elektrochemii. Jeszcze ponad rok temu, byłabym tym faktem załamana i nie potrafiłabym poradzić z taką sytuacją na dłuższą metę. To, że z kimś pracujesz, studiujesz, przebywasz dużo czasu, jesteś z nim związany więzami krwi, nie oznacza, że musi być Twoim przyjacielem i na siłę musisz utrzymywać z nim kontakt. To Ty decydujesz, z kim łączą Cię więzy, kto będzie oswojony. Bardzo pasuje mi tu fragment z mojej ulubionej bajki:
– Szukam przyjaciół. Co znaczy „oswoić”?
– Jest to pojęcie zupełnie zapomniane – powiedział lis. – „Oswoić” znaczy „stworzyć więzy”.
– Stworzyć więzy?
– Oczywiście – powiedział lis. – Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować.
~Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książe

Zrozumiałam, że to Ci ludzie mają problem ze sobą i wszystkie swoje złe emocje starają się przelać na innych. Nie chcę się z nimi oswajać, ja nie potrzebuję ich, a oni nie potrzebują mnie. Kogo nazywam toksycznymi ludźmi? Są to osoby, z którymi w trakcie rozmowy czuję się źle, niekomfortowo. Nie mam z nim o czym rozmawiać, czuję się emocjonalnie wypompowana. Są tylko wampirami energetycznymi, którzy próbują zabrać nam pozytywną energię. Po czasie, pozostałam zupełnie obojętna na wszelkie próby nawiązania przez nich kontaktu. Nie oddawałam już im swojej energii w postaci słów, kłótni, komentarzy, ani też nie przyjmowałam od nich złej energii. Obgadywanie, obelgi, niemiłe komentarze nie trafiały do mnie, zaczęły przelatywać przeze mnie bez zatruwania krwi i myśli.


2. Edukacja formalna w Polsce leży i kwiczy na wysokim poziomie. 
Po 6 latach podstawówki, 3 latach gimnazjum, następnie 3 latach w liceum oraz kilku latach na Politechnice, stwierdzam, że najważniejszych rzeczy nauczyłam się na własną rękę. Na warsztatach, szkoleniach, rozmowach z ludźmi, z książek, filmów,  filmików na YT, podcastów. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć nauczycieli, wykładowców, doktorów, którzy mnie czegoś nauczyli, zainspirowali do działania, zmotywowali - większość niestety zwyczajnie leciała wg. narzuconego z góry schematu zwanego programem nauczania. A ja bardzo nie lubię schematów, cenię sobie zaangażowanie, innowacyjność i kreatywność. Indywidualne podejście do ucznia / studenta, otwartość na pytania, szczerą rozmowę. I nie mam tu na myśli tylko życiowych mądrości - jak być szczęśliwym, jak spełniać marzenia- mam tu także na myśli fakty historyczne, ciekawostki biologiczne, chemiczne, jak się zdrowo odżywiać, jak funkcjonuje człowiek, jak jest zbudowane ciało człowieka czy jak obliczyć objętość reaktora, zaprojektować aparat do destylacji - tego również nauczyłam się głównie z Internetów. #politechnika

3. Seriale są fajne. 
Zawsze byłam przeciwniczką spędzania czasu na serialach, a w mojej głowie nie mieściło się, jak można robić sobie maratony po kilka odcinków Z RZĘDU bez ruszenia tyłka z kanapy. Aż w końcu nastał okres oczekiwania, kiedy byłam zablokowana przez pisanie pracy magisterskiej i brak odzewu ze strony promotorki, czas w którym nie miałam do zrobienia zupełnie NIC. Zaczęło się od Orange is the new black, który pochłonął mnie na długie, dobre tygodnie, następnie wciągnął po całości Dom z papieru (to chyba przez moją miłość do hiszpańskiego i zauroczenie w Alvaro Morte i Ursuli Corbero), potem była faza na Uwięzione i postać Zulemy, następnie zachwyt Czarnobylem, fascynacja potęgą chemii. Aktualnie kończę wspaniałą, polską Watahe - idealne połączenie kryminału z klimatem Bieszczad. Jeśli macie do polecenia jakieś seriali - śmiało piszcie w komentarzu!

4. Bycia egoistką i hedonistką. 
Zupełnie nie pamiętam, co ja miałam w głowie w wieku 14 lat, ponieważ przy każdym możliwym opisie siebie (pamiętacie czasy social media typu: fotka.pl, nasza-klasa.pl czy epuls? Było mnie tam sporo...) konsekwentnie pisałam: “egoistka i hedonistka”. Chyba po prostu brzmiało fajnie i intrygująco, bo niewiele miało to wspólnego z 13 letnią Anitą. Dużo czasu spędzałam sama ze sobą oglądając smutne obrazki na tumblerze, fotografując i ucząc się biologii oraz chemii. Marzyłam o podróżach, koncertach, przebywaniu wśród ludzi, ale ich nie spełniałam, nie myślałam o sobie. Nauczyłam się tego dopiero po latach, by spełniać SWOJE marzenia, a nie innych, by spędzać czas z ludźmi, którzy mnie akceptują, a przede wszystkim  - w końcu wyszłam z domu do ludzi, otwarta i pewna siebie. Zaczęłam myśleć o sobie i robić rzeczy, które mi sprawiają przyjemność, nie zwracając uwagi na to, że komuś może się to nie do końca podobać.


5. Zostałam magistrem inżynierem chemii. 
Ja nie wiem jak ja to zrobiłam, ale po punkcie numer 2, możecie się domyślać, że nie było łatwo. O ile studia inżynierskie, w j. angielskim przeżyłam naprawdę fajnie - poznałam wspaniałych ludzi, nie tylko z Polski, ale i zza granicy (przez 2 semestry spędzałam czas tylko i wyłącznie ze znajomymi z Erazmusa, podróżując i imprezując, czułam się, jakbym sama była objęta programem Erazmus), to studia magisterskie były totalną męką. Poszłam na zupełnie inny kierunek, a więc miałam spore zaległości w porównaniu z innymi, większość weekendów musiałam spędzać na nauce (totalny brak balansu work&life). Przyzwyczajona do podróży min. raz na miesiąc, byłam załamana i straciłam radość życia. Ale - nie żałuję. Nie żałuję niczego. Bioanalityka wciąż bardzo mnie fascynuje, praktycznie codziennie czytam nowe badania, artykuły dotyczące biohackingu, zdrowego stylu życia. Zakochałam się w fizyce kwantowej i zrozumiałam mnóstwo rzeczy, a otaczający mnie świat na nowo zaczął fascynować. Zdecydowanie warte poświęcenia ;)


6. Zrozumiałam, że nie umiem w relacje międzyludzkie. 
Jestem jedynaczką i od zawsze byłam zdana sama na siebie. Dużo czasu spędzałam w samotności, wychowana przez mamę i dziadków. Z każdym problemem radziłam sobie sama, nie potrafiłam głośno o nich mówić, ponieważ najczęściej spotykałam się z niezrozumieniem. A kiedy zawiedli mnie nawet lekarze i czułam się jak wrak człowieka, przeżywając stany agonalne (początki Hashimoto i Gravesa &Basedowa, do tego chroniczna hiperwentylacja), zaczęłam polegać tylko na sobie. Zmieniłam styl życia, przebrnęłam przez anoreksję, bulimię, praktycznie bez niczyjej pomocy, czytając wiele artykułów oraz relacji osób, które wyszło z podobnych zaburzeń. Tak bardzo przestałam mówić o tym, co czuję i myślę, że teraz ciężko jest mi nawiązywać bliższe relacje. Kiedy znalazłam przyczynę, mogę w końcu zacząć coś w sobie zmieniać. I taki mam cel na 2020. Chciałabym nauczyć się głośno mówić o swoich problemach, zaufać innym, polegać na komuś. Być dobrą córką, koleżanką, przyjaciółką, dziewczyną.

7. Rządzi nami siła nawyku. 
Wszystko jest kwestią przyzwyczajeń. Nie rozumiałam dlaczego przez parę miesięcy udaje mi się odżywiać zdrowo, mieć motywację, biegać, a przez kolejne robić zupełnie NIC w kierunku swojego zdrowia. Tak naprawdę wystarczy wyrobić w sobie nawyk i wszystko dzieje się samo. Tworzą się ścieżki neuronowe, mózg to zapamiętuje i po prostu DZIAŁASZ <3. Zaczęłam wierzyć w Prawo Przyciągania, stało się niejako moją religią, którą wyznaje ;).

8. Biohacking to życie. 
Pokochałam zimne prysznice, uziemianie - chodzenie boso po gruncie, ograniczyłam niebieskie światło w swoim pokoju, staram się spać w zupełnej ciemności. Pokochałam na nowo bieganie, przebywanie wśród natury - góry, morze, plaża, ocean, las, łąka sprawiają, że dobrze mi się oddycha, że mam nowe pomysły, czerpię z nich energię. Morze, góry, trawnik przed blokiem czy własny ogródek - nieważne gdzie, ważne, aby jak najbliżej natury. Plan na 2020? Pierwsze morsowanie!

9. Do działania inspirują mnie inni ludzie. 
Kiedy zbyt długo przebywam w całkowitej samotności - np. siedząc przez 5-6 dni sama na mieszkaniu, tracę motywację. Potrzebuję wyjść do ludzi, porozmawiać, chociażby przez telefon, zjeść z kimś obiad, przygotować coś dla kogoś. Długo myślałam, że to jest mój problem, bo nie potrafię przebywać sama ze sobą i zmuszałam się, by zostawać w domu. Ale po co?! Wszystkie najlepsze pomysły, marzenia, jakie zrealizowałam, to właśnie dzięki innym!

10. Nie warto smażyć po 22.
Było na poważnie, to ostatni punkt trochę bardziej na luzie i z przymrużeniem oka. Nie jestem fanką restrykcji dietetycznych i ograniczeń, ale generalnie uznałam, że jedzenie w nocy nie jest zdrowe, źle się potem śpi, rano brak apetytu i energii, a sny są jakieś takie psychodeliczne. Po prostu: nie uleganie chwilowym zachciankom procentuje, daje satysfakcje i uczy samodyscypliny.

A Wy, czego nauczyliście się w 2019? Chętnie poczytam! :)

1 komentarz

  1. Ja w 2019 nauczyłam się, że im więcej od siebie wymagam, tym mniej mi wychodzi. Planem na 2020 jest nauczyć się... odpuszczać sobie - bo nadal mam z tym ogromny problem.

    OdpowiedzUsuń

TOP